Belka
Środa, 19 Września 2018   imieniny: Konstancja, January
Rejestracja Witaj: Gościu, Zaloguj się
 
Belka
 

Zbieracz podwodnych ogórków [W najnowszym TN]

Data publikacji: 2018-08-15, Data modyfikacji: 2018-08-16
A A AWydrukDrukuj  
 
Mieszkający w Kanadzie tarnobrzeżanin Wacław Jarosz wykonuje jeden z najbardziej ekstremalnych zawodów świata. Podobnie jak poławiacze krabów wypływa maleńkim kutrem na morze, tyle że zamiast pracować na powierzchni, schodzi głęboko pod wodę. – W młodości nieźle rozrabiałem, nauczyciele mieli ze mną sporo kłopotów. Gdy miałem 14-15 lat, wraz z kolegą, Markiem Harańczykiem z Sandomierza, zainteresowaliśmy się wodniactwem. Zaczęło się od kajaków w tarnobrzeskiej przystani. Potem była „Kabała”, stalowy jacht, o którym wszyscy mówili, że się nie da go zbudować. A jednak się udało. Apogeum, to chyba był nasz rejs z Markiem do Gdańska. Kupiliśmy od chłopa 3-metrową, zdezelowaną łódkę, wyszykowaliśmy ją na ile się dało i popłynęliśmy Wisłą nad morze. Mieliśmy plan, żeby po dopłynięciu spalić ją na plaży. Widząc, na czym płyniemy, ludzie pukali się w czoła. W Warszawie bosman tamtejszej przystani wodniackiej tylko pokręcił głową i powiedział „szacunek!”. Do Gdańska nie dopłynęliśmy, nasz rejs zakończył się w Płocku – opowiada Wacław Jarosz.Niedługo później bohater naszej opowieści trafi ł jednak nad morze. Został studentem Wydziału Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej. – Wtedy budowano żaglowiec „Dar Młodzieży”. Byłem mocno zaangażowany w towarzyszącą temu akcję. Prawie załapałem się na jego dziewiczy rejs do Japonii. Zabrakło mi trzech punktów. Studiując, zainteresowałem się nurkowaniem. W sumie chodziło głównie o dorobienie sobie. Na nurków było wówczas wielkie zapotrzebowanie. Nasz klub był jednym z pierwszych w Polsce. I tak jakoś się złożyło, że mimo zaledwie 6-miesięcznego stażu i tego, że byłem najmłodszy, zostałem jego wiceprezesem – wspomina W. Jarosz. Nurkowanie szybko stało się pasją pana Wacława. Niektóre wyczyny, jakich wówczas dokonywali nurkowie – studenci, do dziś budzą zdumienie. – Pewnie dlatego, że nikt nam nie powiedział, że to niemożliwe – śmieje się nasz rozmówca…(wel) Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”. KUP e-TN (kliknij w obrazek poniżej)

Pełna treść wiadomości na: tyna.info.pl/?p=32557
tyna.info.pl, Źródło artykułu: tyna.info.pl
 
Komentarze
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy!
Autor:
Kod z obrazka:
Puste pole z komentarzem
Puste pole z podpisem
Wyszukaj
 
Kreska
Kreska
Dodaj artykuł
 
Polecane

DOSTAWCY-INTERNETU-W-POLSCE-NAJLEPSZY-INTERNET

 




Brak sond
 
Newsletter
Bądź na bieżąco z nadchodzącymi imprezami. Zapisz się na bezpłatny newsletter.
 
 
staszowski

Powiat staszowski - położony w południowo-wschodniej części województwa świętokrzyskiego, zajmuje powierzchnię 924 km² i liczy 74 tys. mieszkańców, a jego siedzibą jest miasto Staszów. W jego skład wchodzą gminy: Osiek, Połaniec, Staszów, Bogoria, Łubnice, Oleśnica, Rytwiany, Szydłów.

W minionych wiekach ziemia staszowska była we władaniu kilku rodów, stąd na jej terenach zabytkowe pałace, dwory, a nawet zamki obronne. Od szeregu stuleci był to obszar rolniczy z drobnym przemysłem opartym głównie na warsztatach rzemieślniczych. W ostatnich dziesięcioleciach w związku z wydobyciem i przetwórstwem siarki w Grzybowie i Osieku nastąpił istotny jego rozwój. Zabytki to: Staszowski Ratusz z XVIII w., Drewniana dzwonnica w Beszowej, Brama Krakowska, Pałac Artura Radziwiłła, Dwór w Ruszczy i wiele innych.    

 

Zgłoś uwagi - uzupełnij wszystkie pola